część II

 

 

 

 

SIŁY NASZE ROSNĄ.

Pierwszy impet Niemców został powstrzymany, zyskaliśmy czas, a ten czas mnoży nasze siły. Powstają szybko oddziały ochotnicze. Ppłk. Grefner formuje pułk. Jeden jego baon składa się z Obrony Narodowej, drugi ze strzelców, kadetów, szkolnego P. W., z harcerzy. Jednym dowodzi kpt. Zieliński, drugim mjr. Majewski, d-cą komp. harcerskiej jest por. Czekański. Pułk jest słabo uzbrojony, przeważnie w „Lebelle", bez broni maszynowej. Bije się on ofiarnie swymi częściami już od pierwszej chwili walki w rejonie ul. Gródeckiej, a następnie w rejonie Kortumowej Góry.

Zaopatrzenie tych oddziałów w mundury zorganizował prof. Bartel, którego można było spotkać w lokalu Związku Strzeleckiego przy ul. Jacka i wszędzie tam, gdzie formowano jednostki ochotnicze.

Gen. Januszajtis tworzy oddziały szturmowe do zwalczania czołgów. Staną one za barykadami, za węgłami, w oknach domów, uzbrojone w butelki z benzyną, w granaty oraz broń maszynową i z najbliższej odległości będą bić w broń pancerną.

Każdego dnia nadciągają różne oddziały z zewnątrz. Przychodzą liczne baterie artylerii lekkiej, drugi dyon 6 pac. z mjr. Regułą i jedna bat. I. dyonu 6 pac., szwadron rez. 22. p. uł. z rtm. Szenkiem, szwadron K. O. P. i I. rez. p. p. z Wilna. Jest on niekompletnie uzbrojony, część kompanii nie ma nawet bagnetów. Przyszedł baon 48 p. p. z mjr. Szymańskim i co najważniejsze nadciąga 35 d. p. rez. z płk. dypl. Szafranem. Ucierpiała ona wiele podczas transportu od bombardowań lotniczych, a po wyładowaniu niektóre jednostki straciły kuchnie i tabory w ogóle. Napływają różne oddziały przeciwlotnicze. Trwa to przez cały czas obrony. Jeszcze 20. IX. przyszedł z Wilna transport art. plot. 40 mm.

Nie tylko w ten sposób rosną nasze oddziały. We Lwowie jest kilka tysięcy nieuzbrojonych rezerwistów, głównie Ośrodka Zapasowego 5 d. p. Największa ich część znajduje się na Cytadeli, inni mieszczą się w koszarach 14 p. ul. Jazłowieckich i przy ul. Piotra i Pawia. Nie było dla nich broni, ale broń ta zaczęła napływać, przywoziły ją pociągi na Podzamcze. Tak więc ppłk. Smereczyński uzbroił na Cytadeli dwa baony, uzbrojono i inne oddziały.

Płk. dypl. Polniaszek, d-ca lwowskiej brygady O. N. organizuje szereg baonów. Poza tymi co weszły w skład pułku ppłk. Grefnera, powstają baony O. N. mjr. Hornbergera, mjr. Smagowicza i kpt. Berezowskiego Józefa.

W dowództwie Obrony miasta melduje się mnóstwo oficerów, przychodzą pojedynczo i całymi grupami, między innymi stawił się zespól Wojskowego Instytutu Geograficznego. Wszyscy domagają się przydziału, każdy chce coś robić. Przybył również gen. Kukiel i objął dział komunikatów radiowych. Zgłaszających się oficerów wysyła się na odcinki, przydziela do oddziałów, poleca się im zbierać żołnierzy, błąkających się po mieście itp. Tych zaś, co zbywali, grupowano w rezerwie oficerów.

Amunicji było wiele, ale znajdowała się ona w Hołosku Wielkim, które leży poza obrębem obrony. Drogę do niego rychło nam przecięto, mimo to posyłamy tam żywność i środki sanitarne, a przywozimy pociski. Coraz trudniej tam dojechać. W nocy z 16 na 17 kpt. Zieliński wysłany z 15 samochodami, musi objeżdżać wielkim łukiem przez Winniki, ale dociera do celu i nad ranem przywozi amunicję. Składy amunicyjne w Hołosku miały swoją załogę, mianowicie kompanię wartowniczą z kpt. Latawcem na czele i jedną baterię I. -dyonu 6 pac. Komendantem składów był kpt. Herchenreder, który bronił się samodzielnie i z dobrym skutkiem odpierał ataki Niemców. Podczas jednego z przeciwnatarć, w którym wzięli udział również i urzędnicy cywilni, zdobyto 9 motocykli i i samochód.

Wielka jest bieda ze środkami łączności. Oddziały ich przeważnie nie mają. Utrudnia to w wysokim stopniu współdziałanie artylerii z piechotą. Posługiwano się siecią telefoniczną miejską, ale nie zawsze to wystarcza. Dołożono więc wysiłku, by zebrać wszelkie środki łączności i zorganizować patrole, które rzucano tam, gdzie potrzeba tego wymagała najbardziej. Pracę tę wykonał bardzo energicznie pewien kapitan łączności.

Kolejarze przystąpili do budowy pociągu pancernego, który by oczyszczał teren między Dworcem Głównym, a dworcem Podzamcze. Praca nie była łatwa, trzeba ją było prowadzić w warsztatach, wystawionych na ogień npla, a nawet na bezpośrednie ataki. Prowadzono ją z wielkim poświęceniem.

Praca sztabu była niełatwa w tych warunkach improwizacji, ustawicznych zmian, ciągłego przeorganizowywania napływających jednostek, przesuwania ich z odcinka na odcinek. Wśród pośpiechu i bałaganu trzeba było jakoś żywić to ciągle płynne wojsko, pozbawione przeważnie kuchen, trzeba je było zaopatrywać w amunicję i broń, która dopiero nadchodziła nieoczekiwanymi transportami, a nade wszystko trzeba się było bić tak, by Niemców nie wpuścić do miasta.

Sztab początkowo szczupły, powiększył się w dniach następnych, filarem jego był ppłk. dypl. Bieńkowski, który tu przyszedł po rozwiązaniu dowództwa gen. Pricha. Z całą energią i bez wytchnienia pracował mjr. dypl. Kossak, prowadzący od pierwszych dni trudne sprawy kwatermistrzowskie. Byli tu mjr. Kencbok, kpt. Kasperski, kpt. Trześniowski, adjutant gen. Sikorskiego, por. Grzybowski, por. Dulemba, oficerowie ordynansowi, p. Wojdanówna i wielu, wielu innych.


OBSADA ODCINKÓW.
(Szkic Nr. 3).

Pierwotny szkielet obrony oparty na 9 punktach oporu, obsadzonych jednym baonem i 16 działami, wypełniał się w miarę napływania oddziałów. Początkowo wszystko, co było, wysyłano na zachodni odcinek, bo stamtąd szedł nieprzyjaciel, ale szybko trzeba było rozszerzać obsadę wobec ruchu okrążającego Niemców, szukających słabych punktów obrony. Już dnia 13 rano zjawiło się niebezpieczeństwo od strony południowej. Wysłano tam więc baon Obrony Narodowej kpt. Berezowskiego z zadaniem zamknięcia szosy Stryjskiej i rejonu Wólki. U wylotu ul. Wóleckiej baon spotyka grupkę wojowników. Co są za jedni i co tutaj robią?

Wczoraj wieczorem, gdy zawrzała walka na zachodniej, stronie Lwowa, oddziały kadetów obsadziły natychmiast przedpole swojej szkoły. Dołączyła się do nich grupka żołnierzy z podchor. Zamorskim i kilku studentów. Ten oddziałek z ckm. zamknął ulicę Wólecką i, choć w nocy kadetów ściągnięto, pozostał na niej do rana, by nie puścić z tej strony dywizji pancernej do miasta.

Wysłano tam również baon marszowy 40 p. p. Nie był to baon normalny. Pułki 5 d. p. (19, 26 i 40), wyruszając w pole, zostawiły baony zapasowe, które miały wystawić baony marszowe i wysłać je w ślad za pułkami. Taki baon marszowy 40 p. p. otrzymał rozkaz obsadzenia dnia i3.IX. rano odcinka od ul. Snopkowskiej poprzez cmentarz Łyczakowski aż do ul. Łyczakowskiej (wył.). Dowódcą jego był por. Hermann Włod., 7 komp. dowodził por. Meller Ludwik, 8 — por. Mager Karol, 9 — ppor. Czernik, a komp. c. k. m. — por. dr. Koczerski. Siła jego nie była duża, kompanie bo« wiem miały tylko po dwa plutony, a uzbrojona była jedynie połowa stanu. Baon ten obsadził wyznaczony mu odcinek i szuka łączności na skrzydłach. Na lewo znalazł punkt oporu przy rogatce Łyczakowskiej. Z prawego skrzydła melduje d-ca 8 komp., że w szkole technicznej natknął się na jakiś oddział, który wzbudził zazdrość u jego żołnierzy swoim wspaniałym wyglądem, był bowiem normalnie uzbrojony i wyekwipowany. Dowodził nim rzekomo kpt. Zajączek. Szukając łączności dalej na prawo, d-ca 8 komp. dobił się — jak melduje — aż do ppłk. Mrazka (?), który miał swą kwaterę w szkole kadeckiej i dowodził odcinkiem południowym.

Dnia i4.IX. nowe oddziały wzmacniają obsadę odcinka wschodniego, który w tym czasie sięgał od Góry Jacka poprzez rogatkę na ul. Zielonej, cmentarz Łyczakowski, Brodzkie Góry -do Podzamcza (wył.). Koło południa przychodzi baon 106 p. p., który wczoraj tak bardzo ucierpiał w okolicach Dworca Głównego i obsadza wysunięty punkt w Lasku Węglińskim na płd.-wschód od serpentyny ul. Zielonej. Nadchodzą też częściami oddziały baonu 26 p. p., który ma rozkaz w miarę obsadzania linii bojowej przez nowe jednostki, ściągać swe drużyny i plutony rozrzucone dookoła miasta na odcinek wschodni. Przysłano tu następnie lotniczą komp. wartowniczą, baon O. N. mjr. Hornbergera i baon O. N. mjr. Smagowicza Józefa. Natomiast wycofano w nocy z 14 na 15 baon 40 p. p. i odesłano go do koszar dla reorganizacji. W nocy 16/17 baon ten, po dokonanym uzupełnieniu stanów i broni, wysyła 8 komp., której dowództwo objął kpt. Celiński z zadaniem obsadzenia cmentarza Łyczakowskiego. Kompania zajmuje stanowiska i nawiązuje łączność na lewo z i komp. 26 p. p., na prawo zaś przy kawiarni „Pohulanka" z oddziałem konnej policji, który później rozpoznając na Pirogówkę, wykonał szarżę i poniósł duże straty.-

Początkowo dowodził na odcinku wschodnim ppłk. Brzeziński, a gdy objął dnia 14.IX. rejon Kortumowej Góry, zluzował go mjr. Ślepecki, który w ostatnich dniach oddał dowództwo płk. Kańczuckiemu.

Na wszystkich odcinkach zmieniały się początkowo oddziały dość często, ale wkrótce ustaliła się, następująca obsada (szkic Nr. 3) :

1. odcinek zachodni — 35 d. p. rez., grupa płk. Brzezińskiego i pułk ppłk. Grefnera;
2. odcinek północny — I rez. p. p. z Wilna;
3. odcinek południowy — baony O. N. ;
4. odcinek wschodni — baon 26 p. p. i 106 p. p., baon O. N., lot. komp. wart. i inne.
Ponadto były w odwodzie: dwa baony na Cytadeli pod
dowództwem ppłk. Smereczyńskiego, baon 48 p. p. i O. N., 2 szwadrony kawalerii, kwaterujące w Podborcach, drobne oddziały cyklistów i inne. Niezależnie od tego dowódca korpusu miał w swojej dyspozycji dwa baony K. O. P. .

Artylerii zebrało się w mieście sporo. Została ona podzielona na dwie zasadnicze części. Jedna spełnia rolę dział ppanc. i ta jest rozstawiona w kilku rzutach na głębokość poza barykadami, druga część stanowi bezpośrednie wsparcie począwszy od dnia 15.IX. Jest pewien kłopot ze stanowiskami dla art. ciężkiej. Niekiedy trzeba ją wyciągać poza obręb obrony, by mogła wspierać niektóre odcinki. Dowódcą art. jest ppłk. Landau, który pracuje z nadzwyczajną ofiarnością. W dość licznym jego sztabie jest mjr. dypl. Dawidowski. Przebieg walki stawia artylerii liczne zadania. Musi ona koncentrować ogień jak największej ilości dział rozprószonych po całym mieście i przerzucać go na coraz to inny przedmiot, a tu brak środków łączności. Żądania ognia przychodzą często i naraz z różnych kierunków. Artyleria stawia sobie za punkt honoru, by wykonać wszystkie stawiane jej żądania.

Od pierwszego dnia obrony są prowadzone intensywnie roboty saperskie. Opracowano plan barykad i zapór przeciwczołgowych, ale prace idą niezgodnie z tym planem. Dwie małe kompanie saperskie nie są oczywiście w stanie podołać zadaniom. Przez radio wzywa się ludność do zbierania się w oznaczonych punktach. Zbiera się nielicznie i bez entuzjazmu, ale mimo to barykady rosną, powstaje ich mnóstwo wszędzie, gdzie trzeba i nie trzeba. Ludzie budują je samorzutnie i samowolnie, każdy na swojej ulicy. Wywołuje to chaos i stwarza duże trudności dla własnego ruchu. Niesposób opanować tego bałaganu.

Charakter przeszkód i ich wartość są różne. Jedne są solidne, większość bez wartości. Ludzie przekopują ulice, rozbierają chodniki i wybierają kostki z jezdni, by z tego materiału robić barykady. Gdzie jest odpowiedni materiał w pobliżu, rosną porządne zapory. Powstają również barykady pozorne, wznoszone przez studentów politechniki.

Na samych odcinkach, bojowych oddziały z miejsca się wkopują lub przysposabiają domy do obrony. Początkowo okopy są byle jakie, ale szybko życie wprowadza poprawki.


LWÓW DZIAŁA ZACZEPNIE.

Niemcy okrążają miasto. Z odcinka północnego meldują, że w nocy z 13 na 14 i w ciągu dnia 14 silne oddziały nieprzyjaciela przesuwają się na wschód w stronę Zboisk. Stwierdzono, że są to części l. dywizji górskiej, a więc nowa wielka jednostka podeszła pod miasto. Z południa donoszą o ruchach piechoty i czołgów na Kozielniki, Sichów, Żubrzę. Pierścień niemiecki zacieśnia się coraz bardziej, tylko jedna strona wschodnia jest jeszcze wolna, ale niezupełnie bezpieczna. Droga na Winniki jest raz po raz przecinana przez motocyklistów niemieckich. Musimy ją oczyszczać, bo w Winnikach mamy część naszych taborów, zresztą jest to jedyna nasza droga w świat. Wysyłane patrole przyprowadzają stąd jeńców lub same motocykle. Nacisk na miasto się wzmaga. Próby przełamania obrony od południa wywołują niejednokrotnie wrażenie, że położenie tam jest bardzo krytyczne.

Przyczyną tego wrażenia są alarmujące meldunki nadchodzące z różnych stron. Mówią one o wielkich koncentracjach czołgów i ruchu ich na miasto, o niebezpiecznych natarciach piechoty i opanowaniu już tych czy innych punktów. D-ca odcinka ppłk. .. . zapytywany w tych wypadkach o położenie, odpowiadał zwykle: "u mnie nic nadzwyczajnego. Niemcy nacierają, ale wcale nie idą zbyt odważnie. Czołgi? Tak, widać i czołgi, ale nie ma obawy, damy sobie radę". I rzeczywiście dawał sobie radę.

Niemcy nie zdołali na tym odcinku, jak zresztą na żadnym innym, przebić się do miasta i w ciągu 10 dni walki nigdzie go nie ugryźli; co więcej załoga miasta sama przechodzi coraz częściej do działań zaczepnych. Dowództwo obrony stara się wszystkimi sposobami rozbudzić wśród wojska ducha zaczepnego. Nakazuje więc i żąda od dowódców energicznego patrolowania i wypadów tak dziennych jak nocnych. Zaczyna to wchodzić w życie, ruszyły liczne patrole i wypady. Przyprowadzono z nich jeńców i przynoszono cenne wiadomości oraz różne trofea.

Ppor. Markowski i Kętrzyński wysłani na rozpoznanie przez baon O. N., przynieśli dokładne informacje z południa. Idąc różnymi drogami, rozpoznali Kulparków, Żubrzę i stwierdzili w Sokolnikach obecność czołgów, a w Koziel-nikach silne oddziały piechoty. Zapadła więc decyzja zniszczenia Niemców w Kozielnikach. Ppłk. Smereczyński z całą ochotą przyjmuje propozycję wykonania wypadu nocnego. Wszystkie szczegóły zostały ustalone. Baon wyruszy z Cytadeli tak, by dnia 14 o godzinie 2.00 był już na miejscu. Uderzy od wschodu na bagnety, wyrżnie Niemców i wróci na rano do miasta.

Gen. Sikorski Fr. nie chce się zgodzić na ten wypad, boi się, że w razie niepowodzenia może stracić odwód i mieć trudności w wykonaniu zadań obrony. Zgodził się jednak w końcu. Poszli. Rano meldują o wyniku działania; Niemców w Kozielnikach nie było, opuścili je po zapadnięciu zmroku.

W dwa dni później policjanci z Sichowa meldują, że jest tam 600 Niemców; potwierdzają to również meldunki patroli. A więc wykłuć ich wypadem nocnym. Poszedł baon z Cytadeli, przeszedł wieś na wylot, nieprzyjaciela nie było. Okazało się, że Niemcy nie nocują w miejscowościach, które zajmują w ciągu dnia; widocznie boją się nocnych wypadów.

Zacięte walki powtarzają się codziennie w rejonie Kortumowej Góry, której obsada została wzmocniona oddziałami 35 d. p. i pułkiem ppłk. Grefnera, przesuniętym dnia 16.IX. w rej. Kleparowa. By uchylić niebezpieczeństwo ciągle grożące z tej strony, płk. Szafran otrzymuje rozkaz odrzucenia Niemców z Kortumowej Góry. Organizuje więc dnia 15 natarcie, które pójdzie wzdłuż ul. Janowskiej, na Kortumową Górę i z Zamarstynowa na Hołosko Wielkie. Wywiązuje się zacięta walka, straty obu stron są duże, ginie d-ca baonu 35 d. p. Cmentarz przechodzi z rąk do rąk, wreszcie zostaje opanowany. Oddziały nasze dochodzą do samego szczytu góry, ale dalej nie mogą się posunąć. Niemcy pobudowali schrony na przeciwstoku i zorganizowali taką zaporę ogniową, że niesposób było ją przekroczyć. Nie zdołaliśmy zdobyć całej góry, ale poprawiliśmy wydatnie nasze stanowiska.

Na prawym skrzydle, w kierunku na Hołosko Wielkie ciężko walczył baon 19 p. p. pod dowództwem mjr. Majewskiego Romualda. Zajął on podstawę wyjściową na północnym skraju Zamarstynowa i rozwinął jedną kompanię okrakiem na szosie, drugą ppor. Kosmacza na prawo od niej, odwód zaś za lewym skrzydłem. O godz. 17.10 oddziały ruszyły i weszły na otwartą łąkę, którą chciały przeskoczyć jednym tchem, ale gdy tylko wypadły z zabudowań, rozszalal się ogień krzyżowy c. k. m. Jedne bijąc flankowe z Hołoska Małego, drugie na wprost z Hołoska Wielkiego, zalały dolinę pociskami. Największa ich nawala uderzyła w lewe skrzydło baonu, skrwawiła je mocno i przydusiła do ziemi. Poprzez ten ogień nie posunie się naprzód. Więcej szczęścia miała kompania ppor. Kosmacza. Napotkała nie tak gęstą zaporę ogniową, więc przeszła łąkę, zostawiając na niej tylko trzech zabitych i kilku rannych, wpadła na cmentarz i zdobyła połud.-wschodni skraj Hołoska Wielkiego.

Stąd jednak nie może posuwać się sama naprzód, bo byłaby flankowana od strony wsi. W tej sytuacji d-ca baonu postanawia zatrzymać natarcie, doczekać nocy i wypadem wysuniętej naprzód komp. por. Kosmacza, otworzyć drogę lewemu skrzydłu baonu. Zmieni ona kierunek północny na wschodni i uderzy z cmentarza na urząd gminny w Hołosku Wielkim, gdzie się mieści dowództwo niemieckie i gdzie jest uwięziona ludność wsi, a następnie wejdzie na tyły Niemców.

Kompania ruszyła około godziny 23.00, prowadzona przez gospodarza z Hołoska. Posuwa się cichutko w stronę wsi i już podchodzi do zabudowań. Tu się zatrzymuje na chwilę, ludzie zapadają w ogrodach, skupiają się w drożynach, wytężają słuch i wzrokiem chcą przebić ciemności, by wydrzeć im tajemnicę. Co tam jest w tych zabudowaniach, zaskoczą^ Niemców, czy spotkają ich przygotowanych? Cisza, aż dzwoni w uszach; słychać tylko bicie serc własnych, które mocno walą. 

„Naprzód!" — podano szeptem rozkaz. Ruszyli jak cienie, już niedaleko, przejdą tylko ten ogród, przecisną się między stodołami, przekroczą podwórze i już ulica, a przy niej cel, na który uderzą. Starają się iść jak najciszej, ale nie zawsze się to udaje: jakaś przeklęta gałąź trzaśnie pod nogami, lub zabrzęczy kopnięty przypadkowo czerep.

Już są u celu, wychodzą przed urząd gminny.

„Angriff, Angriff — dochodzą stamtąd głosy i tupot licznych nóg. Skoczyli naprzód w tym kierunku, by dopaść ich bagnetem. Nagle przeszkoda, zatrzymał ich wysoki płot z drutu kolczastego, otaczający budynek, a za nim są Niemcy. Rzucono w nich granatami, ale tymczasem granaty niemieckie już wybuchają pośrodku kompanii. Rzucają je sobie w twarz, bo płot ich tylko dzieli. Szalony huk i trajkotanie broni maszynowej wypełnia powietrze. Niemcy nie zostali wcale zaskoczeni, jakby czekali na to uderzenie. Kompania musi się wycofać, bo gdziekolwiek próbuje uderzyć trafia na przygotowany ogień. Spływa dwoma grupami. Jedną prowadzi ranny ppor. Kosmacz na cmentarz, z którego wyszli, drugą podchor. Zamorski na Zamarstynów. Nie otworzyli drogi lewemu skrzydłu baonu.

Dnia 16 rano mjr. Majewski organizuje ponownie natarcie. Dwie kompanie w pierwszym rzucie ruszają wsparte ogniem artylerii, dochodzą do połowy łąki, leżącej między Zamarstynowem a Hołoskiem Wielkim i tu przygwożdżone szalonym ogniem, nie mogą się dalej posunąć. Ponoszą bardzo ciężkie straty. Już nie ma ani jednego d-cy kompanii. Kpt. Klewar zabity, por. dr. Lewicki ciężko ranny, ppor. Kosmacz ranny jeszcze w nocy.

W tym trudnym położeniu ogień naszej artylerii na południowy skraj Hołoska W. zapala zabudowania i wypędza z nich Niemców. Daje to nam moment dużych możliwości, ale niestety nie wykorzystano go, bo nie było nikogo kto by poderwał oddziały do szturmu. Wszyscy oficerowie zginęli albo byli ranni. Dogodna chwila mija, Niemcy przechodzą do przeciwnatarcia i odrzucają nasze oddziały na ich podstawę wyjściową. Powstaje wśród nich pewne zamieszanie, które mjr. Majewski z największą energią opanowuje. Ma on duże trudności, gdyż większość dowódców odpadła już z walki, wyznacza więc nowych spośród podchorążych i podoficerów, ale szczerb w szeregach niczym nie załata. Skoro tylko uporządkował oddziały, znowu je rzuca do natarcia i znowu na otwartej łące dopada je ogień niemiecki. W prawoskrzydłową kompanię wyrżnęła potężna koncentracja artyleryjska przy jej wyruszeniu i tak ją rozbiła, że tylko strzępy u-dało się zebrać. Mimo wszystko dowódca baonu walczy z zaciętym uporem do zmierzchu, kiedy dostał rozkaz wycofania się z walki.

**

Dnia 18. Lwów podejmuje nową akcję zaczepną, tym razem na odcinku południowym. Według napływających meldunków Niemcy koncentrują się w rejonie Pirogówki i przygotowują tam jakieś stanowiska. Być może chodzi im o przecięcie ostatniej naszej linii komunikacyjnej na Win-niki, albo uderzenie na miasto od strony południowo-wschodniej. By im w tym przeszkodzić zapada decyzja uprzedzić nieprzyjaciela i rozbić jego przygotowania. Zadanie to wykona ppłk. Smereczyński dwoma baonami 40 p. p. i 19 p. p.

Baon 40 p. p. został w ostatnich dniach przeorganizowany, uzbrojony i uzupełniony szeregowymi i dowódcami. D-two baonu objął mjr. Gembarowicz, 8 komp. — kpt. Celiński, komp. c. k. m. — por. Jan Korzeń. Baon jest nowiuteńki, ale dotąd właściwie nie walczył. Baon 19 p. p. po stratach poniesionych w bitwie o Hołosko Wielkie, został tylko w części uzupełniony, ale jest już otrzaskany w boju.

Obydwa baony wychodzą z miasta około południa, przechodzą przez stanowiska obronne, by na przedpolu zająć podstawy wyruszenia. Baon 40 p. p. idzie na Pohulankę i na południe od niej rozczłonkowany zapada w teren. Wysyła naprzód patrole, ubezpiecza się na boki i czeka na godzinę natarcia. Bije już po nim artyleria, gwiżdżą też z rzadka pociski karabinowe, ale bez wyraźnego skutku. Ludzie wykorzystują idealnie teren i z całą dokładnością przestrzegają zachowania się bojowego. Tak się właśnie złożyło, że przyjechałem zobaczyć akcję tego baonu. Błąkałem się dość długo na przedpolu, nim trafiłem na jego ślad, tak był zamaskowany. Wreszcie go dostrzegłem i idę w jego kierunku, pamiętając starym obyczajem, że nie bardzo wypada zbytnio zwracać uwagi na . świszczące nad uchem pociski. Wywołałem tym, widać, powszechne zgorszenie, bo krzyczą do mnie zgodnie: „Hej ty łazik, psiakrew, jak chodzisz, schowaj łeb — to nie są manewry". Zły im daję przykład, pomyślałem, i zacząłem też wykorzystywać teren.

Naraz zaszumiały motory samolotów, suną wolno nad naszymi oddziałami, lecą na niskim pułapie, są ciężkie, czarne, jakieś inne niż te, co nas codziennie zasypywały bombami albo pociskami. „Nie strzelać" — idzie rozkaz od grupy do grupy — „to są bolszewicy". A więc bolszewickie lotnictwo nad Polską, czego oni chcą tutaj ? — pytają się ludzie zdziwieni. Wtem drugi rozkaz: „Naprzód". Natarcie ruszyło.

Baon 19 p. p. przeszedł w rejon Cetnerówki i jest dość daleko od baonu 40 p. p., ale natarcie będzie koncentryczne, więc w trakcie akcji zbliżą się do siebie. Baon 40 p. p. wykorzystując wąwozy, posuwa się na Pasieki Miejskie i stamtąd w kierunku Pirogówki, uderzy na nią od północy, zaś baon 19 p. p. oskrzydli npla od zachodu. Niemcy nie stawiają poważnego oporu, lecz wycofują się na południe. Już zmrok zapadał, kiedy ostatnie oddziały 40 p. p. wspinając się po stromych ścianach wąwozów, wyszły na pagórki i przeszły przez Pirogówkę. Nieprzyjaciel się wycofał. Nastała noc, na zachodzie łuny pożarne rozświetliły niebo. Właśnie płonie Sichów. Oddziały stanęły frontem do tego ognia. W ciągu nocy wróciły do Lwowa.


LWÓW POMAGA 10 B. K.
(Szkic Nr. 4).

10 B. K. po walkach na zachodzie przychodzi dnia 13. do Żółkwi i otrzymuje od gen. Langnera rozkaz współdziałania z obroną Lwowa. Wysyła więc w stronę miasta rozpoznanie, które melduje, że npl obsadził wzgórze między Hołoskiem a Zboiskami. Wskutek tego została przecięta droga zaopatrzenia brygady i jej łączność ze Lwowem.

Dowódca brygady ocenił siły npla na i kompanię z c. k. m. i zarządził wypad nocny z 14 na 15. Nie dał on wyniku, gdyż wykonano go niewystarczającymi siłami. Wobec tego dnia 15 zorganizowano natarcie części sił brygady na wzgórza Zamarstynowskie. Natrafiło ono na silny opór i zostało zatrzymane. Okazało się, że nieprzyjaciel jest znacznie silniejszy niż przypuszczano początkowo. Natarcie zidentyfikowało i dywizję górską, składającą się z 98, 99 i 100 p. p.

Dnia 16, dca 10. brygady organizuje uderzenie wszystkimi siłami. Lwów wesprze je ogniem swojej artylerii, szczególnie na wzgórze 324. Natarcie rozpoczyna się wcześnie rano i idzie bardzo wolno. Nieprzyjaciel trzyma się twardo. Walka toczy się cały dzień, poszczególne przedmioty przechodzą po kilka razy z rąk do rąk. Trwa ona również w ciągu nocy z 16 na 17, straty są duże, obaj dowódcy pułków nacierających ranni, jednak wzgórza 324 nie zdołano zdobyć mimo wsparcia artylerii z miasta.

W tej sytuacji gen. Langner daje dnia -17 rozkaz załodze Lwowa uderzyć na północ, zdobyć wzniesienia zamarstynowskie wraz ze wzgórzem 324 i w ten sposób ustalić bezpośrednią łączność z 10 B. K.

Plan natarcia jest następujący:

— dwa baony 35 d. p. w pierwszym rzucie uderzą po osi Hołosko-Brzuchowice;
— baon 207 p. p. z mjr. Stylińskim natrze przez Zboiska na wzgórze 324;
— szwadron rez. 22 pułku uł. i szwadron K. O. P. wykonają ruch obchodzący z m. Podborce przez Malechów na północ Zboisk, nawiążą łączność z 10 B. K. i będą współdziałać z baonem 207 p. p.;
— I rez. p. p,, obsadzający linię Pełtwi, zwiąże nieprzyjaciela od frontu;
— cała artyleria wesprze to działanie. (Szkic Nr. 4).

Natarcie ruszyło popołudniu. Lewe zgrupowanie zdobyło Hołosko Wielkie i już po zapadnięciu zmroku opanowało sanatorium na drodze do Brzuchowic.

Baon 207 p. p. jednym rozmachem zajmuje Zboiska i stąd kieruje się na wzgórze 324. Oba szwadrony przez Malechów dochodzą do Zboisk, spieszą j ą się tu i rozwijają do natarcia. Ppor. Szczęk wspiera je plutonem c. k. m. Pierwsze uderzenie załamało się w ogniu nieprzyjaciela. Ginie ppor. Bniński, a ppor. Kercnowski jest ranny, obaj ze szwadronu K. O. P.

Zmieszane szwadrony cofają się do Zboisk, przegrupowują się i znowu ruszają naprzód. Walczą ciężko w łączności z baonem 207 p. p. Strasznie trudno wyrzucić Niemców z pozycji umocnionej. Mają mnóstwo broni maszynowej i liczne moździerze. Natarcie mimo wszystko posuwa się naprzód i około godziny 17 baon 207 p. p. wdziera się na wzgórze 324, wchodzą tam również oba szwadrony.

Niemcy uciekają z licznych okopów, jakie tam pobudowali. W tym momencie zwala się koncentracja ognia artyleryjskiego na nasze oddziały — ponoszą duże straty, ale zdobyty teren utrzymują w swych rękach.

10 brygada, z którą nasza kawaleria nie nawiązała bliższego kontaktu, otrzymała przed wieczorem rozkaz odejścia do Stanisławowa. Wykonała go natychmiast. Już łączność z nią nie była potrzebna, więc w ciągu nocy nacierające oddziały dostały rozkaz spłynięcia z powrotem do Lwowa.

Nie wszystkie wróciły od razu, ostatni przyszedł patrol kompanii harcerskiej. Wysłano go wzdłuż ul. Janowskiej z zadaniem dostania się na tyły Kortumowej Góry i obserwowania, czy Niemcy nie przesuwają się stamtąd na flankę naszego natarcia.

Prowadził go pchor. W. Jagiełło. Bez trudu doszedł około godz. 16. do rogatki, ale tu zatrzymały go pociski, idące z Kortumowej Góry. Rekoszety odbite od jezdni warczą przejmująco. Chłopcy przywarli do ziemi. Pierwszy raz słyszą taką muzykę, robi na nich wrażenie. Chyba się trochę boją, ale trzeba iść naprzód. Ostrzeliwany odcinek drogi przebiegają po dwóch i szczęśliwie wszyscy zbierają się przy wiadukcie. Stąd idą na prawo torem i zatrzymują się w miejscu, skąd można obserwować północny stok góry. Tu pchor. Jagiełło pisze meldunek, a gdy go skończył, pyta:

— Hej, chłopcy, kto odniesie ten meldunek do dcy kompanii ?

Cisza, nikt nie odpowiada. Chłopcy spoglądają po sobie, ale widać nie bardzo mają ochotę wracać w pojedynkę tą ostrzeliwaną drogą, którą tu przyszli, tymbardziej że ciemno się już robi.

— Więc nie ma ochotników? — pyta jakby zdziwiony.

— Jest — odpowiada jeden z chłopaków — ja pójdę.

— Znasz miasto, jesteś ze Lwowa?

— Nie, ze Śląska jestem.

— Trafisz?

— Pewno trafię -— odpowiedział, wziął meldunek i poszedł. Chłopcy patrzyli za nim z jakimś zażenowaniem, bo czuli się zawstydzeni, że ten Ślązak poszedł, choć nie zna miasta, a oni się ociągali ze zgłoszeniem się.

— Halo, Bernat, a wrócisz do drużyny? — rzucił ktoś za odchodzącym.

— Wrócę — rzucił tamten krótko i znikł w ciemnościach. I rzeczywiście wrócił po pewnym czasie, ale nie sam, znalazł sobie kolegę, drugiego Ślązaka, nazwiskiem Pajestka i tu go przyprowadził.

Noc zapadła. Chłopcy widzą wybuchy pocisków na Kortumowej Górze, pewno strzela nasza artyleria — myślą. Wybuchy te posuwają się coraz bardziej na północ, wreszcie w ich rejon uderzyła jedna seria. Wycofują się za tor kolejowy i otwierają ogień w kierunku Góry, skąd zamajaczyły jakieś postacie. Ściągnęli tym na siebie ogień maszynowy. Około północy ruszyli w kierunku składów amunicyjnych na płn. od Hołoska i w kilku- miejscach trafili na linie telefoniczne, które przecięli.

Wrócili do Lwowa przez Hołosko dopiero dnia i9.IX. rano. Przez dwie noce i jeden dzień grasowali na tyłach nieprzyjaciela.

 
 

  

wersję sieciową opracował
Roman Antoszewski

Titirangi, Auckland, Nowa Zelandia
kwiecień 2005

Strona domowa

adres: IHUG

  Site Meter