|
W kilku felietonach
radiowych mam zamiar przedstawić zasadnicze cechy biologiczne Nowej
Zelandii i porównać je, w miarę możności, z podobnymi sprawami dotyczącymi
Polski.
Zacznijmy od geologicznych losów obydwu krajów.
Nie trzeba być biologiem, ani nawet odznaczać się specjalnym wyczuleniem
na sprawy biologii czy środowiska, aby zauważyć od pierwszych chwil
przebywania w tym kraju, jak bardzo Nowa Zelandia różni się pod względem
przyrodniczym od innych krajów, szczególnie krajów europejskich -
takich jak Polska. Pod względem klimatycznym różnica jest stosunkowo
niewielka. Pory roku podobne, różnice temperatur pomiędzy sezonami
porównywalne, nieco więcej opadów, nieco więcej nasłonecznienia, ale
te nieznaczne różnice fizyczne nie mogą być podstawą tak zasadniczych
różnic faunistycznych i florystycznych między tymi krajami, jakie
obserwujemy na każdym kroku.
Spójrzmy na to zagadnienie
inaczej. Przyjrzyjmy się geologicznym dziejom obu krajów i zestawmy
niektóre fakty z tego zakresu dotyczące Polski i Nowej Zelandii.
Dla niektórych z nas pewnie będzie niespodzianką wiadomość, że w odległej
przeszłości - około 500 milionów lat temu, to miejsce na ziemi, które
teraz nazywa się Nową Zelandią mieściło się na pólkuli północnej i
to dosyć blisko bieguna północnego, bo na szerokości geograficznej
Skandynawii czy Polski. W tym czasie miejsce zwane obecnie Polską
znajdowało się na półkuli południowej i to w pozycji odpowiadającej
obecnemu położeniu brzegów Antarktydy. (mapka 1)
W wyniku ruchów płyt tektonicznych na
których regiony znajdowały sie te regiony powoli 'zamienialiśmy się
miejscami', by około 400 milionów lat temu przekroczyć równik i zmierzać
w przeciwnych kierunkach. Nowa Zelandia zapędziła się dosyć daleko
na południe i około 200 milionów latemu znalazła się poza południowym
kołem polarnym. I wtedy zaczął się odwrót ku północy, by około 20
milionów lat temu zająć mniej więcej obecną pozycję. (mapka
2)
Warto może tu powiedzieć, że obecnie
też wędrujemy, choć bardzo powoli w skali ludzkiego czasu w kierunku
równika i za jakieś małe 20 milionow lat będziemy się grzać w tropikalnym
słońcu.
Przez większą część swojej
historii geologicznej miejsce na ziemi, które teraz jest Nową Zelandią
znajdowało się na wschodnim skraju superkontynentu zwanego Gondwaną
i graniczyło z Australią i Antarktyką. W skład Gondwany wchodziła
też obecna Afryka, Ameryka Południowa, Indie, a nawet kawałek południowej
Europy (mapka 3). Nowa Zelandia raz miewała charakter
wyspiarski, czasem była integralną częścią superkontynentu, czasem
zalana było morzem, i tak w kółko. Istotne jest jednak, że ewoluujące
organizmy żywe owych czasów dosyć swobodnie przemieszczały się między
poszczególnymi częściami Gondwany.
To miejsce na ziemi, które nazywa się
obecnie Polską przez te setki milionów lat wchodziło w skład innego
superkontynentu - tzw Laurazji. I choć też wędrowało od bieguna do
bieguna, oddzielone było od Gondwany olbrzymymi odległościami.
Proces oddzielania się Nowej Zelandii od sąsiadow trwał wiele milionów
lat, aż około 60-70 milionów lat temu powstało morze Tasmana, które
zatamowało swobodne przemieszczanie się organizmów między Australią
a Nową Zelandią.
Ale zanim to nastąpiło, przez pewien
czas Nowa Zelandia zajmowała znacznie większą powierzchnię niż teraz,
było to okres tzw. 'Wielkiej Nowej Zelandii" (mapka 4)
Wtedy do Nowej Zelandii
zdążyły przywędrować rośliny, które do teraz stanowią cechę charakterystyczną
tych wysp. A były to najróżniejsze paprocie i skrzypy drzewiaste,
a także pierwotne drzewa szpilkowe. W tym też czasie Nowa Zelandia
została zasiedlona przez różne zwierzęta bezkręgowe, a także przedstawicieli
gadów i płazów, no i wiele gatunków ptaków, w tym moa i kiwi.
Po odłączeniu się Nowej Zelandii od
Gondwany na superkontynencie tym zachodziły bardzo istotne i szybkie
zmiany ewolucyjne zarówno w świecie zwierząt jak i roślin. Wtedy dopiero
powstały pierwsze ssaki - stekowce i torbacze, tak znakomicie reprezentujące
świat żywy Australii do naszych czasów. Wymienię tu tylko dziobaki,
kangury, koale, no i oposy.
Kiedy Nowa Zelandia oderwała się od
sąsiadów i rozpoczęła samotną wędrówkę po Pacyfiku, napływ nowych
gatunków zwierząt i roślin został wstrzymany prawie całkowicie i ewolucja
świata żywego zaczęła zachodzić jakby 'na własną rękę'. A tak się
składa, że środowiska wyspiarskie nie sprzyjają rewolucyjnym zmianom
i wynalazkom ewolucyjnym. W stosunkowo małych liczebnie zespołach
organizmów żywych istnieje zbyt mała konkurencja, walka o byt jest
wyraźnie stępiona, ewolucja przebiega jakby na zwolnionych obrotach.
Widać to do dziś w Nowej Zelandii.
Ale oczywiście te organizmy, które zadomowiły się na wyspach nowozelandzkich,
ewoluowały na swój sposób - powolniej, ale konsekwentnie opanowywały
cały ląd i wybrzeże. Ta izolacja spowodowała też, że w Nowej Zelandii
mamy tyle endemitów - gatunków, które występują wyłącznie tu i nigdzie
więcej.
Najważniejsza jednak
cecha biologiczna Nowej Zelandii to brak ssaków. Od czasu oddzielenia
się wysp od pobliskich lądów aż do czasu przybycia Polinezyjskich
żeglarzy, Nową Zelandię zdołało zasiedlić zaledwie kilka gatunków
nietoperzy i kilkanaście gatunków ssaków morskich. Nie miały one jednak
już szans, by przodować w ewolucyjnym wyścigu zachodzącym na innych
kontynentach.
Natomiast bujnie postępowała ewolucja ptaków. Jak we wszystkich środowiskach
wyspiarskich dosyć wyraźnie zaznaczyła się tendencja rozwoju ptaków
bezlotnych, takich jak moa i kiwi.
Najciekawszym przejawem specyfiki ewolucyjnej
Nowej Zelandii jest to, że miejsca, mówimy różne nisze ekologiczne,
które na innych kontynentach zajęte zostały przez niezmiernie agresywne
ssaki, w Nowej Zelandii zajęte zostały przez zupełnie inne grupy zwierząt,
najczęściej ptaki, a nawet owady. I tak rożne gatunki kiwi zajęły
miejsce drobnych ssaków leśnych, wiele gatunków moa opanowało środowiska
zajmowane gdzie indziej przez duże zwierzęta roślinożerne karmiące
się listowiem i młodymi gałązkami drzew, natomiast weta (przedstawiciel
owadów) zajęla stanowisko ekologiczne gdzie indziej zajmowane przez
drobne ssaki, np myszy. Dlatego to, nieco z przymrużeniem oka nazywa
się kiwi i moa (a także wetę) 'honorowymi ssakami', choć oczywiście
w ewolucyjnym sensie nic wspólnego z ssakami one nie mają.
Jeszcze kilka słów o
roślinach. Jak wiadomo nasiona niektórych roślin wyższych mogą być
roznoszone na znaczne odległości przez wiatry, niektóre potrafią przetrwać
też długie podróże morskie, wreszcie inne mogą pokonywać znaczne przestrzenie
jako pasażerowie zewnętzni czy wewnętrzni ptaków. Jest jednak zawsze
kwestią przypadku, które gatunki zasiedlą nowe wyspy czy tereny jałowe
- przemieszczanie się jest przypadkowe i nie ma masowego charakteru
zajmowania lądu kilometr po kilometrze przez określone zespoły roślin,
jak to jest w warunkach kontynentalnych. Tak więc skład florystyczny
wysp charakteryzuje się dużym procentem roślin endemicznych (specyficznych
dla danego miejsca), a także znaczną domieszką przypadkowo dobranych
gatunków, odznaczających się ułatwioną możliwościa pokonywania dużych
przestrzeni czy to dzięki prądom morskim, wiatrom, czy zwierzęcym
pomocnikom.
Ostateczny jednak krajobraz obu krajów
wykształcony został przez czynniki bardzo podobne zarówno w Polsce
jak i w Nowej Zelandii, a mianowicie przez kolejne epoki lodowcowe.
Ostatnia fala zlodowacenia przeminęła zaledwie około 10 tysięcy lat
temu, co jest chwilą w skali czasu zajść przedstawianych poprzednio.
Obecna flora i fauna, zarówno Polski jak i Nowej Zelandii, to resztki
tych zespołów, które istniały przed lodowcami, a które zostały starannie
przesiane przez sito ostrej konkurencji w walce z mrozem i napływającymi
masami lodowymi. Po wycofaniu się lodowca szata roślinna i świat zwierzęcy
Nowej Zelandii odbudowywał się niejako z tego, co przetrzymało lodowiec.
W Polsce natomiast, w wyniku braku granic naturalnych w postaci mórz,
nastąpiło podporządkowanie świata żywego trendom charakterystycznym
dla całej Eurazji.
Jest jedna zasadnicza różnica między
środowskiem naturalnym Polski a Nowej Zelandii, o której wartu tu
wspomnieć. Mam na myśli zjawiska tektoniczne - wulkany i trzęsienia
ziemi. W Nowej Zelandii jest to rzecz powszechna, w każdej chwili
możemy wylecieć w powietrze, jeśli wulkan wybuchnie nam pod nogami.
W Polsce szanse są mniejsze. Wynika to z faktu, że znajdujemy się
tu na krawędzi australijskiej płyty tektonicznej która ściera się
z tektoniczną płytą Pacyfiku. W takiej sytuacji zachwiana równowaga
geologiczna przejawia się fajerwerkami lub sensacjami wstrząsowymi.
Szanse doświadczenia tego rodzaju sensacji w Polsce są znacznie mniejsze.
Ale ponieważ nie brak tam innego rodzaju sensacji, to nie mamy na
co narzekać.
Trudno jest omawiać tak złożone procesy biologiczne bez ilustracji.
Dlatego felietony te, wraz z kilkoma ilustracjami umieszczone zostały
w sieci Internetu i zapraszam Szanownych Słuchaczy do odwiedzenia
strony sieciowej pod adresem:
http://homepages.ihug.co.nz/~antora
Roman Antoszewski
Titirangi, Nowa Zelandia
lipiec 2000
|