Ziemniak
Kwiatek do królewskiego stroju

 

Kochany Krzysiu,

Wybrałem się dziś ze swojego buszu do centrum handlowego żeby sobie kupić butelkę wina, bo zapasy domowe się skończyły.

Zaparkowałem samochód na olbrzymim parkingu, wygramoliłem się z samochodu, zatrzasnąłem drzwiczki, stawiam nogę na bruku, aż tu patrzę, pod nogami leży .. kartofel.

Taki sobie zwykły kartofel, w żółtawej skórce, i jakby on też na mnie patrzał tymi swoimi oczkami. Zobacz na ilustracji a potem popatrz na kartofel w kuchni - kartofle mają oczka, którymi patrzą na świat i doskonale wiedzą, z której strony świeci słońce i gdzie się skierować, jak przyjdzie czas kiełkowania.

Może Ci kiedyś o tym opowiem osobno, ka Cię to interesuje.

I pomyślałem sobie - skąd się tutaj ten biedny ziemniak wziął?

No to jasne, jakaś roztrzepana gospodyni zgubiła go, jak pakowała pełne torby zakupów do samochodu.

Podniosłem go z ziemi, bo mi się żal zrobiło. Rośliny w polu tyle się napracowały, żeby był duży i smaczny, a tu jakaś baba zostawi go na bruku i jeszcze jakiś samochód go przejedzie. Ale w domu zacząłem zastanawiać się, skąd ten ziemniak tak naprawdę się wziął na parkingu, w Nowj Zelandii.

Teraz ziemniaki je się w Polsce (i w Nowej Zelandii) prawie codziennie i nieraz pewnie Mama darła się na Ciebie - 'Krzysiu, jedz te kartofle, bo jak nie to ci przyleję...". A może tak nie krzyczała, ale z matkami to nigdy nie wiadomo. Zawsze może taka tak wrzasnąc, że aż w głowie zapiszczy i potem już się jeść niczego nie chce..

A z ziemniakami to było tak.

Jeszcze nie tak dawno temu to ich wcale u nas nie było, ani w żadnym innym kraju w Europie, Australii czy Nowej Zelandii, Afryce czy Azji (popatrz na mapie gdzie to jest). A o Australii czy Nowej Zelandii, gdzie teraz mieszkam, to się ludziom w Europie jeszcze nie śniło.

Tymczasem ziemniaki rosły sobie szczęśliwie w Ameryce Południowej, tam gdzie teraz jest Peru i Boliwia, i dopiero po morskiej podróży pewnego dzielnego kapitana, który też miał na imię Krzysztof, powoli ziemniaki zaczęły wędrować po świecie.

Może się zdziwisz, że ziemniaki zaczęły wędrować po świecie, ale naprawdę tak było.

Bo kiedy Krzysztof Kolumb, ten dzielny marynarz, po raz pierwszy przypłynął do Ameryki, zaraz inni zaczęli tam pływać na statkach podobnych do tego, jaki pokazałem Ci w poprzednim opowiadaniu. Wszyscy szukali złota. Łazili po dżungli, wspinali się na wszystkie góry, przepływali jeziora i rzeki, tak im się tego złota chciało.

Jak się okazuje, człowiek bez złota żyć nie może. Czy masz coś ze złota? Pomyśl. Może złote zęby?...

I jak szukali tego złota wysoko w górach, skończyły im się zapasy jedzenia i z głodu tak zaczęło im burczeć w brzuchu, aż przypomnieli sobie, że w jednej wsi widzieli Indian, jak coś wygrzebywali z ziemi, piekli w ognisku albo gotowali i jedli ze smakiem. Dowódca rozkazał żołnierzom, żeby pogrzebali w ziemi i wyszukali coś do zjedzenia. Jak Indianie potrafią, to my, żołnierze hiszpańskiego króla też potrafimy, powiedział.

Żołnierze grzebali, grzebali, wygrzebali różne kamyczki, korzenie, aż znaleźli okrąglutkie bulwy, takie jak na ilustracji. Upiekli je i uratowali się od śmierci.. Głód często pomaga w robieniu wynalazków..

Indianie bardzo sobie cenili te dziwne rośliny, które im dawały wiele jedzenia, a najwazniejsze, że ziemniaki można bylo dlugo przechowywac i się nie psuly. Było więc jedzenie na czas zimy czy suszy, kiedy nic innego w polu nie można było znaleźć.

Dla Indian ziemniaki były tak ważne, że nawet sam ich król brał udział w sadzeniu ziemniaków, żeby je uprosić o dobre plonowanie.

Tu widzisz go na bardzo starym rysunku (ten z piórami na głowie). I do dziś, w Peru, sam to widziałem, prawie tak samo jak na rysunku z królem, sadzi się ziemniaki i tak samo je wykopuje..

Żołnierzom bardzo przypadły do smaku prażone w ognisku ziemniaki i postanowili zabrać je ze sobą do swojego kraju w Europie. A że byli to Hiszpanie, więc przywieźli je do Hiszpanii. Ale przywieźli tych ziemniaków bardzo mało, bo wtedy z bagażem było bardzo trudno podróżować.

A jak czegoś jest mało, to ludzie nie myślą, że to jest do jedzenia, ale myślą, że to jest lekarstwo. Mówi się, mało tego, jak na lekarstwo..

I jako lekarstwo król Hiszpanii posłał kartofle papieżowi, bo Papież często chorował. To nie był Papież polski, co to go się żadne kule nie imają, ale jakiś chuderlawy Włoch i nazywał się Pius V. Nie wiadomo, czy Papieżowi Piusowi V kartofle pomogły na jego choroby, ale wiadomo, że od Papieża rozeszły się ziemniaki po całej Europie, nawet dotarły do Polski, do Wrocławia.

Ala jakoś wcale ludzie ziemniaków nie chcieli jeść. Tak to już jest, że ludzie nie lubią nowych rzeczy do jedzenia, jak się do starych przyzwyczają bardzo mocno. Dlatego Polacy lubią pić wódkę i odzwyczaić się nie mogą, choćby nie wiem co..

Jeszcze jeden dziwny przypadek zdarzył się z ziemniakami, zanim stały się jedzeniem codziennym. Otóż pewien wielki zabijaka angielski, marynarz i pirat, co też do Ameryki pływał i nie bał się niczego, kazał sobie razu jednego przygotować duży obiad z ziemniakami. Ziemniaki były bardzo drogie a on chciał, żeby wszyscy wiedzieli, że ma dużo pieniędzy.

A że kucharz nie wiedział jeszcze jak się ziemniaki przyrządza, posłał służącą na pole, żeby mu przyniosła warzywa do obiadu. Służąca też nie wiedziała co jest co, nazrywała wiele owoców z krzaczków kartofli i zrobiono z tego Panu Drake obfity obiad.

Biedny pan Drake tak się po tym obiedzie rozchorował, że o mało co nie umarł. Kazał wyrzucić wszystkie ziemniaki z kuchni i powyrywać z pola. Nawet świniom nie dali powyrywanych krzaczków, bo wszyscy uznali, że to trucizna..

A trzeba wiedzieć, że ziemniaki maja owoce bardzo podobne do pomidorów, ale te owoce są bardzo trujące i Indianie dobrze o tym wiedzieli. Zjadali tylko bulwy. Ale Anglicy o tym z kolei nie wiedzieli i stąd to nieporozumienie, które o mało co nie skónczylo się nieszczęściem dla pana Drake. Tak więc ludzie niechętnie patrzyli na tę dziwną roślinę z za morza.

Aż przyszedł do Francji głód. Było sucho, zboża nie obrodziły i ludzie nie mieli co jeść. Zjadali zapasy, szukali korzonków w lasach, a nawet niektórzy umierali na różne choroby, bo byli tacy słabi.

Król koniecznie chciał jakoś ludzi w swoim kraju ratować. Bo jak król nie ma kim rządzić, no to jak może być królem? Krol nazywał się Ludwik XIV i wyglądał jak na rysunku obok.

Kazał więc ludziom uprawiać ziemniaki, a nawet rozdawał je za darmo. A nawet, żeby zainteresować ludzi ziemniakami przypinał sobie kwiatek ziemniaka do swojego stroju królewskiego. Ten skromny kwiatek (patrz na rysunku), wcale do bogatego stroju nie pasował i nawet nie było go widać w tych haftach i złocie. Królowie ubierali się strasznie kolorowo i bogato (patrz na rysunku).

Ale i przypinanie kwiatka kartoflanego do królewskiego stroju też nie przekonało ludzie, że ziemniaki są dobre. Nie jedli ich i koniec. Niektóryz nawet woleli głodować.

Wtedy król zaczął pytać różnych mądrych ludzi o radę.

Jeden mądry ogrodnik wpadł na pomysł. A pomysł był to bardzo dziwny. Namówil ten ogrodnik króla, żeby zasadzić poletko z kartoflami i postawić na straży żołnierzy z karabinami, żeby tych ziemniaków pilnowali. Ludziom powiedziano, że żołnierze pilnują coś bardzo cennego i jakby kto chciał z pola to brać, to będzie surowo ukarany. Ale żołnierzom po cichu król kazał powiedzieć, żeby tak na prawdę to tych ziemniaków za mocno nie pilnowali i jak będą widzieć, że jakiś chłop się do pola podkrada, mają odwracać głowy i udawać, że nic nie widzą..

Wyobraź sobie pole ziemniaczane obstawione takimi żołnierzami jak widać na rysunku..

I sposób, trochę oszukańczy, udał się! Ludzie pomyśleli, że te rośliny tak mocno pilnowane przez żołnierzy królewskich to musi być coś strasznie wartościowego, podbierali je, gotowali, i też zaczęli sadzić na początek w swoich ogródkach, a potem już wszystko poszło łatwo. Obsadzano kartoflami całe pola i ludzie mieli znacznie więcej do jedzenia.

Wszyscy przekonali się, że kartofle to bardzo pożywna i roślina, a teraz to nawet trudno sobie wyobrazić obiadu bez kartofli..

Pomyśl sobie jakbyś się czuł przy stole, gdyby były zawsze same tylko buraki, rzepa, marchew, brukiew, a nie było ziemnaików..

W taki to dziwny sposób, dzięki Indianom z Peru w Ameryce, odważnym żeglarzom z Hiszpanii, francuskiemu królowi i jego żołnierzom z karabinami, wreszcie różnym rolnikom całego świata i uczonym w różnych krajach mamy na stole i w sklepach ziemniaki i jemy je nie zastanawiając się wcale, jakie dziwną mają historię, w jaki dziwny sposób i z jak daleka do nas przywędrowały...

Jeden wielki artysta malarz namalował nawet bardzo znany potem obraz pokazujący rodzinę zajadającą się ziemniakami. Niech Mamusia powie Ci, kto ten obraz namalował i co zrobił ze swoim uchem..

Warto czasem o tym pomyśleć skąd wzięły się rzeczy na naszym stole, nieprawda?

No a teraz zjedz calą michę ziemniaków i idź spać..

Ja też idę niedługo spać, choć teraz w Polsce jest akurat rano, a tu zbliża się noc. Taki jest ten świat zwariowany, że głowa może rozboleć.

Titirangi, listopad 1998

(C) Roman Antoszewski
Titirangi, Auckland, Nowa Zelandia
czerwiec 1999
adresy internetowe: XTRA lub IHUG

patrz także:
Polska bibliografia internetowa
(NETOGRAFIA)