Ryszard M. Zając

PRAWO AUTORSKIE W INTERNECIE

"Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia" - stwierdza w artykule pierwszym ustawa z dnia 04 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. nr 24 poz. 83). W art. 1 ust. 2 ustawy, przedmiot prawa autorskiego doprecyzowano, zaznaczając, iż:

w szczególności przedmiotem prawa autorskiego są utwory:

  1. wyrażone słowem, symbolami matematycznymi, znakami graficznymi (literackie, publicystyczne, naukowe, kartograficzne oraz programy komputerowe),
  2. plastyczne,
  3. fotograficzne,
  4. lutnicze,
  5. wzornictwa przemysłowego,
  6. architektoniczne, architektoniczno-urbanistyczne i urbanistyczne,
  7. muzyczne i słowno-muzyczne,
  8. sceniczne, sceniczno-muzyczne, choreograficzne i pantomimiczne,
  9. audiowizualne (w tym wizualne i audialne).

Pod ochroną prawa autorskiego pozostaje także, w myśl art. 2 ustawy, "opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja (...)". Ponadto, w myśl art. 3, "zbiory, antologie, wybory, bazy danych są przedmiotem prawa autorskiego, nawet jeśli zawierają nie chronione materiały, o ile przyjęty w nich dobór, układ lub zestawienie ma twórczy charakter, bez uszczerbku dla praw do wykorzystanych utworów". Osobny rozdział VII ustawy (art. 74-77) zawiera przepisy szczególne, dotyczące programów komputerowych.

Spod ustawowej ochrony wyraźnie wyłączono akty normatywne (teksty ustaw, rozporządzeń itp.), urzędowe dokumenty, materiały, znaki i symbole, opublikowane opisy patentowe i ochronne oraz "proste informacje prasowe".

Warto podkreślić, iż ochrona przysługuje każdemu twórcy niejako "z urzędu", tj. bez spełnienia jakichkolwiek formalności, a utwór jest chroniony od chwili jego powstania (choćby nawet nie został ukończony). Polska ustawa dotyczy wyłącznie utworów, w których powstaniu miał udział obywatel R.P., które zostały opublikowane po raz pierwszy w języku polskim, na terytorium naszego kraju lub też takich, których ochrona wynika z ratyfikowanych przez Polskę umów międzynarodowych.

Problematyka praw autorskich i pokrewnych jest bardzo złożona. Dla potrzeb tego krótkiego opracowania wystarczy podać, iż prawa autorskie mają zarówno charakter osobisty (są one niezbywalne i nigdy nie wygasają) oraz majątkowy (te prawa są zbywalne i dziedziczne, wygasają po 50 latach od śmierci autora). Naruszenie praw autorskich skutkuje równocześnie odpowiedzialnością cywilną oraz karną.

Autorskie prawa osobiste to przede wszystkim prawo:

Autorskie prawa majątkowe, to:

Z punktu widzenia ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Internet bez wątpienia należy uznać za "odrębne pole eksploatacji", (vide art. 50: "wprowadzenie do pamięci komputera"), a zatem ustawa obowiązuje Internautów w całej rozciągłości. Nie ulega też wątpliwości, że internetową stronę czy serwis www można uznać za "przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze" (vide art. 1 ustawy), a zatem są one chronione przepisami ustawy.

Problemy pojawiają się przy normach ustawowych - interpretowanych w kontekście Internetu - dotyczących tzw. dozwolonego użytku chronionych utworów. "Dozwolony użytek", o którym mowa w art. 23 - 35 ustawy, to dość spory zakres wyjątków od autorskiego monopolu. Zawsze jednak twórca ma prawo do wymienienia go jako autora oraz jego utworu jako źródła. Ustawa w tym oddziale stanowi przede wszystkim, że bez zezwolenia twórcy każdy może nieodpłatnie do użytku osobistego wykorzystywać już upublicznione utwory (za wyjątkiem "utworu" architektonicznego i architektoniczno-urbanistycznego).

Dla celów tego opracowania skoncentrujmy się zwłaszcza na art. 25 ustawy, który stanowi (podkreślenia moje - RZ) , iż:

"Wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radiu i telewizji:

  1. już rozpowszechnione:
    1. sprawozdania o aktualnych wydarzeniach,
    2. aktualne artykuły i wypowiedzi na tematy polityczne, gospodarcze i społeczne,
    3. aktualne zdjęcia reporterskie,
  2. krótkie wyciągi ze sprawozdań, artykułów i wypowiedzi, o których mowa w pkt. 1 lit. a/ i b/,
  3. przeglądy publikacji i utworów rozpowszechnionych,
  4. mowy wygłoszone na publicznych zebraniach i rozprawach ; nie upoważnia to jednak do publikacji zbiorów mów jednej osoby
  5. krótkie streszczenia rozpowszechnianych utworów."

Należy dodać, że rozpowszechnianie powyższych utworów dozwolone jest zarówno w oryginale, jak i w tłumaczeniu. Wynagrodzenie z tego tytułu należy się wyłącznie autorowi wykorzystanych utworów, o których mowa w ust. 1 pkt. 1 lit. b/ i c/.

W opracowaniu "CZY INTERNET JEST PRASĄ?" doszliśmy do wniosku, że niezupełnie. Do Internetu mają zastosowanie niektóre przepisy Prawa prasowego. W mojej ocenie nie ma jednak podstawy prawnej do traktowania Internetu jako prasy, co na gruncie ustawy o prawie autorskim oznacza, iż przepisy o "dozwolonym użytku" nie dotyczą Internetu, tj. nie ma podstawy prawnej do nieodpłatnego publikowania w Internecie utworów, o których mowa w art. 25 ustawy.

Warto jednak zwrócić uwagę na wynikające z "dozwolonego użytku" uprawnienia prasy, radia i telewizji. Media te mogą odpłatnie rozpowszechniać "aktualne (...) wypowiedzi na tematy polityczne, gospodarcze i społeczne" (vide art. 25 ust. 1 pkt. 1 lit. b/), a także "mowy wygłoszone na publicznych zebraniach" " (vide art. 25 ust. 1 pkt. 4). Czy zatem wypowiedzi o charakterze politycznym, gospodarczym i społecznym, które są umieszczane na internetowych listach dyskusyjnych, można cytować bez zgody ich autorów, chociaż odpłatnie? Czy listy dyskusyjne w Internecie można traktować jako "publiczne zebranie" w rozumieniu ustawy?

Sądzić wolno, że cytowanie w mass-mediach - bez zgody autora - "aktualnych wypowiedzi" na wskazane tematy, które zostały przez tegoż autora umieszczone w Internecie (na stronie www lub na ogólnodostępnej liście dyskusyjnej) jest całkowicie legalne. Trzeba przy tym wskazać, że autor takiej wypowiedzi nie ma już prawa jej autoryzacji (w myśl prawa prasowego), bowiem autoryzacja wypowiedzi dokonana została poprzez własnoręczne sformułowanie tej wypowiedzi na piśmie! Dyskutując w Internecie na aktualne tematy polityczne, gospodarcze i społeczne, należy zatem starannie dobierać słowa, pamiętając o prawie dziennikarzy do cytowania tych wypowiedzi w mass-mediach, bez pytania autora o zgodę. Jedynym wymogiem, który dzienikarze muszą respektować, jest podanie przy tym danych autora wypowiedzi (jeśli je podał) oraz źródła, tj. miejsca w Internecie, skąd wypowiedź ta została zaczerpnięta. Autor zacytowanej wypowiedzi ma też prawo do wynagrodzenia.

Istotne jest tu jednak pewne zastrzeżenie. Otóż dostęp do wypowiedzi, która następnie zostanie zacytowana musi mieć charakter publiczny. Bez wątpienia naruszeniem praw autorskich (a także tajemnicy korespondencji) byłoby zacytowanie - przez kogokolwiek - fragmentu z elektronicznie przesyłanego listu (e-mail), niezależnie od tego, ile osób byłoby jego nadawcą. Podobnie, za naruszenie praw autorskich należałoby uznać zacytowanie wypowiedzi pochodzącej z zamkniętej listy dyskusyjnej, tj. z listy, niedostępnej dla osób z zewnątrz. Poprzez sformułowanie "lista niedostępna" należy rozumieć tu taką listę, która nie daje osobom spoza listy technicznej możliwości wglądu w treść publikowanych na niej wypowiedzi.

Idźmy dalej. Czy internetowa lista dyskusyjna jest "publicznym zebraniem" w rozumieniu ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych? Ujmując inaczej - czy wolno opublikować w prasie, radiu czy telewizji - "dla celów informacyjnych" - zapis dyskusji z internetowej listy dyskusyjnej, i to bez pytania autorów zacytowanych wypowiedzi o zgodę? Pytanie jest ważkie, także i dlatego, że w tym przypadku autorom nie przysługuje żadne wynagrodzenie z tytułu zacytowania ich "mowy".

Sądzić wolno, że nie ma podstaw prawnych do interpretowania Internetu, czy internetowych list dyskusyjnych jako "publicznego zebrania" w rozumieniu ustawy o prawie autorskim. Po pierwsze dlatego, że na gruncie polskiego prawa w ogóle nie ma prawnej definicji takiego "zebrania". Sądząc po użytym terminie, obok "publicznych" winny istnieć zebrania "niepubliczne", brak jednak wyraźnego kryterium ich rozróżnienia. W ustawie prawo o zgromadzeniach np. przyjmuje się, że liczba 15 osób stanowi kryterium "zgromadzenia". Ustawowej definicji "zebrania", a także kryterium rozróżniania zebrania "publicznego" od "niepublicznego" - po prostu nie ma. Po drugie, uznanie Internetu, bądź internetowej listy dyskusyjnej za "publiczne zebranie" stanowiłoby ewidentne rozszerzenie znaczeniowe norm o "dozwolonym użytku", zawartych w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Nie od rzeczy będzie tu przypomnienie, że normy te definiują wyjątki od monopolu autorskiego, zaś rozszerzanie ich listy stanowić będzie ewidentną nadinterpretację prawa.

Na zakończenie celowe byłoby omówienie jeszcze jednego "dozwolonego użytku", przydatnego w realiach cybernetycznej sieci, tzw. prawa do cytatów. Art. 29 ust. 1 prawa autorskiego stanowi, iż:

"Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości."

Cenny ten przepis umożliwia realizację rozmaitych inicjatyw edukacyjnych, także w Internecie. Korzystając właśnie z tej normy, poniżej zacytuję w całości (opublikowany w sieci 08 kwietnia 1999 o godz. 12.42) wywiad Stanisława M. Stanucha z redakcji dodatku "Komputery i Biuro", z prof. Ryszardem Markiewiczem oraz prof. Januszem Bartą nt. prawa autorskiego w Internecie.

Wszelkie uwagi i komentarze dot. poruszonych problemów można kierować na mój adres: zajac@silesia.top.pl

Ryszard M. Zając

kwiecień 1999 r.


? copyright by Ryszard Zając
Wszystkie prawa zastrzeżone. Przedruk dozwolony z podaniem autora i źródła.


===============================================================
Komputery i Biuro nr 14/99 (6.04.1999)
===============================================================

PRAWA AUTORSKIE W INTERNECIE KTO CYTUJE, NIE BŁĄDZI.

Czy dziennikarz może zacytować moją wypowiedź z grupy dyskusyjnej? Czy musi zapytać mnie o zdanie? Czy przysługuje mi prawo do autoryzacji? Czy mogę na wszelki wypadek zastrzec sobie, że nie zgadzam się na cytowanie wypowiedzi przez prasę?

Stanisław M. Stanuch:
Moja redakcyjna koleżanka przytoczyła w tekście wypowiedź z grupy dyskusyjnej. Osoba, którą zacytowaliśmy (anonimowo - zakładając, że nie mamy upoważnienia do tego, by podawać jej nazwisko), a za nią kilkanaście innych stwierdziło, że gazeta może wydrukować taką wypowiedź wyłącznie za zgodą autora.

Ryszard Markiewicz*:
W sieciach komputerowych w zasadzie obowiązują te same reguły zachowania jak w zwykłym środowisku. Ta zasada ułatwia dyskusje prawnicze o Internecie. Zajrzyjmy więc do ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 1994 r. [która zapewne w najbliższym czasie zostanie znowelizowana].

Janusz Barta **:
Artykul 25 ust. 1 pkt. 4 tej ustawy ogranicza prawa autorskie na rzecz prawa do informacji. Stanowi on, że "wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie" - a tak było w tym przypadku - "mowy wygłoszone na publicznych zebraniach i rozprawach".

Stanisław M. Stanuch:
Ale czy internetowe grupy dyskusyjne są zebraniem?

Janusz Barta:
- Raczej nie, choć przy rozszerzonej wykładni można przyjąć, że grupa dyskusyjna w Internecie jest swoistym zebraniem. Wówczas jednak wchodzilibyśmy na niebezpieczną drogę rozszerzania przepisów o dozwolonym użytku publicznym, przepisów z natury swej wyjątkowych. Toteż ten przepis - w moim przekonaniu - nie otwiera możliwości wykorzystywania cudzych utworów z internetowych grup dyskusyjnych.

Stanisław M. Stanuch:
Czyli nie wolno cytować z Internetu bez zgody autora?

Ryszard Markiewicz:
- Przepisy o dozwolonym przedruku umożliwiają takie postępowanie. Wypowiedź była uprzednio rozpowszechniona w sieci komputerowej i dotyczyła aktualnych tematów politycznych, gospodarczych i społecznych (art. 25 ust. 1 pkt. 1b ustawy). Uwzględnić należy także art. 29 ust. 1 zezwalający na dokonywanie cytatów. Wynika z niego, ze rozpowszechnioną wypowiedź można inkorporować do własnego tekstu, gdy jest to uzasadnione wyjaśnianiem, analizą krytyczną lub nauczaniem.

Stanisław M. Stanuch:
Autor, który publicznie wyraża swoja opinie, musi liczyć się z tym, ze ktoś go może zacytować. Czy zatem osoba, która wypowiada się w grupie dyskusyjnej i nie chce, aby jej wypowiedz była cytowana, ma jakąś ochronę prawną?

Ryszard Markiewicz:
- W gruncie rzeczy nie ma; nie może skutecznie zakazać powoływania lub cytowania rozpowszechnionego tekstu w postaci cytatu w cudzym materiale. Możliwe jest natomiast, w drodze zastrzeżenia, wyłączenie możliwości wykorzystania cudzego artykułu w ramach wcześniej omawianego prawa przedruku.

Stanisław M. Stanuch:
A czy twórca może żądać autoryzacji?

Ryszard Markiewicz:
- Nie, bo wymóg autoryzacji dotyczy tych sytuacji, gdy ktoś, rozmawiając z dziennikarzem, zgłasza zastrzeżenie: zezwalam na opublikowanie mojej wypowiedzi, ale po jej uprzedniej autoryzacji. W przypadku wypowiedzi na piśmie należy przyjąć, ze autor w istocie już dokonał autoryzacji - np. decydując o wysłaniu jej pod adresem listy dyskusyjnej. Oczywiście autorowi także i wówczas przysługują odpowiednie środki prawne przeciwko przeinaczaniu jego wypowiedzi.

Stanisław M. Stanuch:
Czy autor w podpisie swojego listu może zrobić zastrzeżenie, zwane przez internautów disclaimerem, w którym np. zabroni cytowania swoich wypowiedzi?

Janusz Barta:
- Ciekawe pytanie. Trudno jest na nie kategorycznie odpowiedzieć. Przez przyznanie takiego prawa autorowi pozbawilibyśmy znaczenia np. prawa do cytatu. Dlatego uważam, że jeśli założymy, ze fragment wypowiedzi z grupy dyskusyjnej został przejęty dla potrzeb artykułu, to mamy tu do czynienia z cytatem i nie jest wówczas potrzebna żadna zgoda autora, zaś zgłoszone przez niego zastrzeżenia są w tym zakresie właściwie bezskuteczne. Oczywiście, we wszystkich przypadkach poszanowane powinny zostać jego wszystkie prawa osobiste.

Stanisław M. Stanuch:
Czyli podanie jego imienia i nazwiska?

Janusz Barta:
- Jeśli je zamieścił, to należy również je podać. Warunkiem skorzystania z cytatu jest bowiem podanie jego źródła i wskazania twórcy.

Stanisław M. Stanuch:
Czy nie kłóci się to z przepisami o ochronie danych osobowych? Może lepiej jako źródło podać jedynie nazwę grupy?

Janusz Barta:
- W moim przekonaniu przepisy o ochronie danych osobowych nie ograniczają takiego postępowania. Zaznaczmy tu jednak, że zupełnie innym problemem jest gromadzenie i przetwarzanie danych osobowych twórców wypowiadających się w Internecie - działanie takie podlega ocenie z punktu widzenia ustawy o ochronie danych osobowych.

Stanisław M. Stanuch:
A jeśli autor, co jest częste w Internecie, występuje anonimowo?

Ryszard Markiewicz:
- Wówczas nie jest dozwolone ujawnienie prawdziwego autorstwa - nawet jeżeli je znamy. Wykorzystując cudzy anonimowy utwór w całości lub części, należy jednak wskazać na fakt ogłoszenia go anonimowo; będzie oczywistym plagiatem przypisywanie sobie jego autorstwa.

Janusz Barta:
- Uważam, że powinno się również - w każdym przypadku wykorzystywania utworów w ramach dozwolonego użytku - podawać "jako źródło" grupę dyskusyjną.

Stanisław M. Stanuch:
A zatem Internet w świetle polskiego prawa uznawany jest za pełnoprawne medium - jak prasa, radio i telewizja?

Janusz Barta:
- Zdecydowanie tak. Czyli w Polsce nie mamy tych wątpliwości, jakie mają amerykańscy prawnicy, np. jak właściwie zaklasyfikować Internet?

Ryszard Markiewicz:
- Niestety i w tym wypadku problem jest skomplikowany. Dyskusyjne jest np., czy z punktu widzenia dopuszczalnej reklamy Internet należy traktować jako prasę.

Janusz Barta:
- Wątpliwość bierze się stąd, że powstaje doniosły i trudny do rozstrzygnięcia problem: czy Internet należy zaliczyć do łącznie ujmowanej kategorii "prasa, radio i telewizja", abstrahujac od tego, do której grupy byśmy go zaklasyfikowali, czy tez do jednej z wymienionych postaci środków masowego przekazu, czy wreszcie jest to zupełnie inna kategoria. Można także uznać, że sposób eksploatacji utworu w sieci przesądza o zaliczeniu korzystania do danej kategorii. Przykładowo: jeżeli w Internecie określony serwis przekazywany jest w sposób regularny, to należy go traktować jako prasę; jeśli natomiast oceniamy zwykłą stronę WWW lub materiały grupy dyskusyjnej, to powstają wątpliwości. Jest to środek masowego przekazu - który jednak ma inny charakter niż prasa.

Stanisław M. Stanuch:
Ale jakie są tego konsekwencje?

Janusz Barta:
- Należy je rozpatrywać odrębnie na gruncie różnych aktów prawnych. Przykładowo, omawiana kategoryzacja ma znaczenie przy ustalaniu możliwości reklamy wyrobów tytoniowych w Internecie. Będzie ona dozwolona tylko wówczas, jeśli uznamy, że Internet lub określona forma rozpowszechniania przekazu w Internecie "nie stanowi telewizji, radia albo prasy dziecięcej lub młodzieżowej".

Stanisław M. Stanuch:
A jak jest w przypadku grup zamkniętych, czyli takich, w których dyskusje mogą prowadzić osoby, które uzyskały na to zgodę inicjatora?

Ryszard Markiewicz:
- Jeśli jest to grupa zamknięta w tym sensie, że nie istnieje publiczny dostęp do treści wypowiedzi, wówczas przedrukowanie nawet fragmentu utworu jest naruszeniem prawa autorskiego. Jeżeli natomiast tylko zamieszczanie własnej wypowiedzi na liście dyskutantów jest uzależnione od odrębnego zezwolenia, wówczas brak ograniczeń dla stosowania prawa przedruku lub cytatu.

Janusz Barta:
- Pamiętajmy bowiem, że wszystkie postacie dozwolonego użytku publicznego i prywatnego odnoszą się do utworów już rozpowszechnionych. Ustawa wyraźnie określa, że utworem takim jest utwór udostępniony publicznie za zgodą twórcy. Przyjmuje się, że upublicznienie oznacza, że każdy mógł zaznajomić się z dziełem; nie ma natomiast znaczenia, ile osób faktycznie skorzystało z tej możliwosci.

ROZMAWIAL STANISŁAW M. STANUCH