Roman Antoszewski
lista dysk. MAP, 1998
(nieco zmienione, 1999)

Jeden dzień w życiu Internauty.

Rankiem tego weekendu wschód słońca był naprawdę wspaniały. Jaskrawy strumien swiatła przefiltrowany przez listowie rosnącej pod oknem czereśni padał prosto na ekran mojego PeCeta.

Zasłonilem starannie okno kartonem po printerze i zabootowałem swoje ukochane PC. Natychmiast wlogowałem się na ulubioną page mojego niusgrupowicza od drugów, girlasek i gambli. Kliknąłem na link i oto girlaska wygina się w animowanym gifie. Zasejwowałem gifa w fajli na specjalnym direktory i zazipowalem. Jutro przeforwarduje go pallowi i zuploaduje go na swoją page żeby inni mogli sobie downloadować jak im na komputerowy seks przyjdzie ochota. Wystarczy tylko rozzipować i już ma się na dyspleju girlaskę jak żywą, albo gif, albo tif, a zwykle sif.
Dla oszczędzenia harddysku dobrze jest mieć girlaski jako thumbnail tif, kliknąć, i wychodzi gif albo jpg..

Potem przelogowalem sie na inną page gdzie było pełno logów z linkami do niusów. Przypomniałem sobie, że mialem do niusów wpuścić instrukcje jak instalowac homepage. Poszukałem w browserze posting, ale pełno było w nim błędów. Musiałem procesować wszystko spellcheckerem, ale fonty nie były te. Trzeba było jeszcze wywołać makro żeby to jakoś sformatowac.
A tymczasem na dyspleju w menu barze pojawia sie jakieś memo. Pewnie jakiś e-mail czeka na serwerze albo ktoś chce pochatować.
Sejfuje listy, deletuje spamy, koledze wysyłam reply, downloaduje software i już jestem na chacie. Aż tu provider się zacina, coś z serverem nie tak. Są jakieś bugi, wszystko trzeba będzie debugować a pewnie też cały harddrive zdefragmentować.
Zabrałem się za debugowanie. Jak już wszystko zdebugowałem, piksel po pikselu, zdefragmentowałem, wszystko znów zdownloadowałem.
Tymczasem zrobiło się późno. Kliknąłem kilkanaście razy na różne logo na desktopie, a kiedy na dyspleju pojawił się napis, że mogę mój PeCet shutdown, nacisnąłem power. PeCet zaskomlał żałośnie, po chwili przestał mruczeć i w pokoju zapanował ponury mrok i niepokojąca cisza.

Odsunąłem karton zasłaniający okno.
Był piękny, wiosenny wieczór, księżyc akurat unosił się nad zatoką Manukau. Zauważyłem, że jednak obraz księżyca na homepage NASA jest znacznie wyraźniejszy, jakoś bardziej prawdziwy, nie taki kiczowaty, jak ten widok z mojego okna.

I tak znów spędziłem jeden fascynujący dzień w moim życiu z najlepszym przyjacielem - moim PeCetem.

A teraz paciorek, siusiu i spać...

Przed snem długo rozmyślałem o tym Małym Miękkim. Jak puste i bez treści musiało być życie przed jego epoką. Ten MicroSoft to chyba największy człowiek naszych czasów, a pewnie też i wszechczasów. Na pewno ogłoszony zostanie świętym. Należy mu się choćby za to, że wytyczył ludzkości zupełnie nowe horyzonty i nadał jakiś sens życiu przeciętnego obywatela tego świata.


Roman Antoszewski